Jakie AGD wybrać – hity i kity na podstawie opinii użytkowników

Producenci elektroniki wymyślają dziesiątki sposobów jak ułatwić nam życie – maszyn o zachwycającym designie, mnóstwie potrzebnych funkcjonalności. Czym nas kuszą? Prostotą użycia, pięknym wyglądem, najczęściej również korzyściami zdrowotnymi – lecz koronny argument to wolny czas, który dzięki nim zyskujemy. Czas, kupowany za kwoty nierzadko bardzo znaczące. Czy rzeczywiście modne ostatnio sprzęty warte są swojej ceny? Jakie AGD wybrać, żeby nie natrafić na minę? W dżungli nazw które się pojawiają można się pogubić – zapraszam więc na zestawienie opinii dotyczących najmodniejszych ostatnio domowych wspomagaczy, zebrane z pierwszej ręki, czyli wprost od użytkowniczek.

Więcej szczegółowych opinii dotyczących wszelkich sprzętów AGD znajdziecie na forum Muratora, warto tam zajrzeć jeśli potrzebne Wam będą dodatkowe argumenty.

 

Gotowanie

KITCHENAID ARTISAN

Zacznijmy od robota kuchennego KitchenAid. Przedmiot – potocznie zwany „Kicią” w pewnych kręgach jest wręcz kultowy. W uproszczeniu jest to mikser z misą, do którego można dokładać sprytne przystawki, takie jak maszynka do mięsa lub makaronu, wyciskarka do cytrusów, młynek do kawy lub sokowirówka – wszystkie dodatkowo płatne.

Jego mocną stroną z całą pewnością jest design, solidność wykonania i bezawaryjność (może za sprawą prostoty konstrukcji), a także umiejętność ubijania, rozdrabniania i zagniatania ciast. Można w nim zrobić ciasto na chleb, biszkopt i bitą śmietanę, puree i mięsne nadzienie do pierogów. Pianę z białek ubija w minutę. Pizza przy nim to fraszka, a masło też zrobi. Poza czynnościami jednak, które można załatwić ruchem planetarnym mieszadła (czyli ucieraniem w misce) wersja podstawowa niewiele ma do zaoferowania.

Z minusów: źle zbiera z krawędzi misy, sypkie składniki dodawane w trakcie rozdmuchuje na dużą odległość (pokrywa jest nieszczelna), a z mieszadeł odskakuje emalia.
Ciekawą i bardzo wyczerpującą recenzję KitchenAida możecie przeczytać tutaj.
Moim zdaniem (po trzech latach aktywnego wykorzystywania): warto, ale też gór nie przenosi.
Cena u oficjalnego dystrybutora: ok. 2000 zł.

kuchenka gazowa

JOGURTOWNICA

Przestudiowanie składu większości dostępnych w sklepach jogurtów czasami kończy się decyzją o przerzuceniu się na ten robiony samodzielnie w domu. Decyzja ta u mnie była podyktowana faktem, iż do „sklepowych” jogurtów dodawane jest – celem zagęszczenia – mleko w proszku.

Jednak ponieważ często dzieje się tak już w momencie kiedy jogurt jest chłodzony, mleko to nie ulega w pełni przetworzeniu przez bakterie jogurtowe, jest więc nietolerowane przez osoby uczulone, które jednak jogurty nierzadko jeść mogą. Ponadto, możliwość wykonania jogurtów także z mleka roślinnego (kokosowe, migdałowe, nawet ryżowe…) dla rodziców małych alergików jest objawieniem.

Na rynku jogurtownice dostępne są w dwóch rodzajach: z zestawem małych słoiczków lub jednym pojemnikiem zbiorczym, a w wersji zaawansowanej widziałam nawet z maszynką do lodów.

Osobiście wybrałam wersję z litrowym pojemnikiem – mniej przelewania i zmywania, bardzo przyjazną cenowo (Ariete, 69 zł na Allegro). Ceny kształtują się od 25 złotych – wersja bez podgrzewania, do ponad 200. Mój egzemplarz działa idealnie, a jogurt robiony w domu sprawdza się wyśmienicie.

WOLNOWAR

Generalnie założenie polega na tym, że potrawę, którą chcemy przygotować dusimy kilka godzin w relatywnie niskiej temperaturze, pod szczelnym przykryciem. Zatrzymujemy w ten sposób więcej składników odżywczych, a produkty – szczególnie mięso, są miękkie, soczyste, wręcz rozpływające się w ustach. Można w nim przygotować różne rodzaje mięs, przetwory z warzyw, zupy, bigos lub powidła – czyli wszystko to, co przeważnie i tak wymaga dłuższego gotowania.

Przewaga wolnowara nad kuchenką bądź piekarnikiem polega z jednej strony na mniejszej ilości zużywanej energii, z drugiej nad możliwością pozostawienia go bez opieki (chociaż ja nie wiem czy bym się nie bała). Ale koncepcja: wychodząc do pracy nastawiam obiad, kiedy wracam jest gotowy, jest z pewnością pociągająca. Z drugiej strony, mam podobne rozwiązanie w piekarniku i używam go sporadycznie. Z trzeciej – najtańszy nawet wolnowar to wydatek kilkuset złotych, zastanawiam się więc na ile jest to opcja opłacalna, biorąc pod uwagę, że podobne efekty można uzyskać przy pomocy wspomnianych piekarnika i kuchenki.

WYCISKARKA WOLNOOBROTOWA

Pamiętam jeszcze sokowirówkę wielkości średniego kombajnu, w której mama robiła mi sok marchewkowo-jabłkowy jak byłam dzieckiem – nie za często jednak, gdyż w mikroskopijnej, blokowej kuchni ustrojstwo to stacjonowało na szafkach pod sufitem, więc nikomu nie chciało się po nie sięgać. O wiele łatwiej było po prostu zjeść marchewkę. Niemniej – wracając do meritum, tradycyjne sokowirówki, nawet te bardziej poręczne, odchodzą do lamusa ustępując miejsca wyciskarkom wolnoobrotowym.

Podobno, sok w nich zrobiony zachowuje więcej cennych składników i błonnika – nie jest całkowicie klarowny; ponadto nie produkują charakterystycznej dla sokowirówek piany, można ich używać także do robienia np. smoothie z jarmużu lub owoców typu jagody, z którymi tradycyjne sokowirówki sobie nie radzą. Są także łatwiejsze w czyszczeniu. Zaletą wyciskarek wolnoobrotowych jest również fakt, że wyciskają większą ilość soku z takiej samej ilości owoców – o wiele mniej cennego surowca, zmieszanego z miąższem idzie do kosza. Wyciskany w wyciskarce sok nie napowietrza się i nie nagrzewa – tak jak dzieje się to w sokowirówkach, co pozwala przedłużyć jego trwałość. Wadą – cena, od 600 złotych wzwyż, zdarzają się tańsze modele jednak standardem są również ceny bliskie 1000 zł.

THERMOMIX

Funkcje wszystkich wspomnianych powyżej sprzętów, a także wiele innych, łączy w sobie Thermomix. Tu użytkowniczki są zgodne: nie słyszałam ani jednej opinii negatywnej, a w dyskusjach na jego temat biorę udział regularnie. Chociaż, sama Thermomixa nie posiadam, gdyż cena jest jednak zaporowa – oscyluje wokół 5 tysięcy złotych.

Podgrzewa, gotuje na parze, sieka, dusi, wyrabia ciasto, miksuje, ubija, waży, mieli, blenduje. Jedyne co – nie piecze, ale przygotowuje do pieczenia. Urządzenie zintegrowane jest z platformą z przepisami online i przystosowane do gotowania z przepisów, jakie umieścimy na nośniku. Wszystko co musimy zrobić to dodawać w odpowiedniej kolejności produkty zawarte w przepisie, maszyna robi za nasz resztę.

Oczywiście, gotować możemy również według własnych receptur, słyszę jednak opinie, że przy takim ułatwieniu jakim jest platforma Cookidoo i przepisy zawarte w licznych książkach kucharskich, a także bogactwie ich ilości, jakikolwiek wysiłek umysłowy przy adaptacji własnych staje się zbędny. Nie wykluczam, że na dłuższą metę może być to wada. O więcej wad trudno. Poza ceną wymieniany jest hałas lub agresywny marketing dystrybutora, przyznacie jednak, że to małe niedogodności. No i nie zmywa się sam i faworków nie usmaży, kurde.